Pieszy maraton

KIERAT 2008

Maraton, rozgrywany od 5 lat w Limanowej, przeznaczony jest dla miłośników marszobiegów oraz amatorów turystyki pieszej o bardzo dobrym przygotowaniu kondycyjnym, wysokiej odporności psychicznej i umiejętnościach orientacji w terenie.

Warunkiem dopuszczenia do startu jest ukończenie 18 lat, złożenie organizatorom pisemnego oświadczenia o starcie w maratonie na własną odpowiedzialność oraz złożenie oświadczenia o stanie zdrowia pozwalającym na udział w maratonie lub okazanie zaświadczenia od lekarza sportowego. Osoby nieletnie mogą brać udział w maratonie wyłącznie pod opieką przynajmniej jednego z rodziców lub upoważnionego opiekuna, który ponosi za nie pełną odpowiedzialność.

Długość: ok. 100 km
Suma podejść: ok. 3500 m
Liczba punktów kontrolnych: 15
Limit czasu: 30 godzin

Punkty kontrolne są zlokalizowane w charakterystycznych miejscach i oznaczone w terenie barwnymi lampionami z symbolem imprezy i numerem punktu. Potwierdzenia obecności na punkcie dokonuje się poprzez perforację karty startowej oraz odnotowanie czasu w karcie sędziowskiej. Kolejność zaliczania punktów jest obowiązkowa. Obowiązuje klasyfikacja indywidualna


W V Limanowskim Ekstremalnym Maratonie Pieszym KIERAT 2008 wzięło udział 301 osób, w tym 33 kobiety i 268 mężczyzn. Wśród startujących byli zarówno znani w środowisku biegaczy i orientalistów zawodnicy z krajowej czołówki, jak i debiutanci, którzy przyjechali na Kierat po to, by poddać próbie swoją wytrzymałość i umiejętności radzenia sobie w ekstremalnie trudnych warunkach.

Sklasyfikowano 300 zawodników. Do mety dotarło 114 zawodników, w tym 9 kobiet i 105 mężczyzn.


Paweł Dybek, zwycięzca, o przygotowaniu do KIERATU

„Do Kieratu przygotowywałem się może dwa - trzy tygodnie. Tak krótki okres przygotowań jest możliwy dzięki ciągłym treningom różnych dyscyplin w związku ze startami w rajdach przygodowych. Moje treningi nie były zbyt skomplikowane: po prostu wychodziłem z domu i biegałem 20-30 km. Biegam prawie zawsze w lesie, w czasi treningu staram się zaliczyć możliwie jak największą liczbę górek. Trzymając się zasady po płaskim i łatwym terenie spokojnie, a w trudniejszym terenie przyśpieszam. Staram się biegać w różny sposób, chodzi o to żeby cały czas szukać najlepszego stylu: miękko, lekko, skracam krok zwiększając intensywność. Bawię się bieganiem, więc czasem w terenie lubię przebiegnąć się z zamkniętymi oczami lub powstrzymując oddech. Nie mam pojęcia czy to pomaga, ale na pewno urozmaica trening.

Decyzję o starcie w Kieracie na 100 km uzależniałem od tego czy uda mi się w miarę dobrze przygotować, czyli około dwa tygodnie regularnie biegać co dziennie. Udało się i postanowiłem się zgłosić (w ostatniej chwili).

Picie:

Ponieważ miłośnikiem camelbagów nie jestem, nie zabrałem go ze sobą na trasę, miałem bidon i uzupełniałem wodę na punktach. Mogę sobie pozwolić na takie rozwiązanie, bo przez całe 14 godzin to wypiłem może 2-3 l wody i z pół litra herbaty. Kaktus ze mnieJ

Bidon szybko się go napełnia i mam możliwość sprawdzania ile mam picia. Przestrzegałem zasady, że woda ma się skończyć niedaleko następnego punktu z wodą. Camelbag to zagadka, kiedy „wyschnie”? Taka niespodzianka to żadna przyjemność.

Jedzenie:

1 żel Maxim
6 Batoników
Jedna bułka
250g mieszanki studenckiej
Paczka gumisiów

I oczywiście większość zjedzona na początku zawodów.

Większość Kieratu to samotny bieg w dół szybko i ostro pod górę. Mozolne wspinanie się, liczenie minut i odległości i ustawianie azymutów. I tak od celu do celu.

Przyjemnie było zaskakiwać sędziów na punktach, gdy dopiero co zaczynali rozbijać namiot, albo rozkładać bufet zdziwieni, że tak szybko się pojawiłem. Do mety, w przeciwieństwie do tego co było dwa lata temu, ledwie dobiegłem. Ostatnie 10 km było dla mnie morderczą walką o przetrwanie. Co do wyniku, mówię sobie, że to przez zegarek - niestety w nocy stracił wodoszczelność (stary poczciwy dotąd Sunto, przeszedł na emeryturę po Kieracie) i nie wiedziałem jaki mam czas, a walka była o minuty. Do pobicia rekordu z 2006 roku zabrakło kilku minut. Szkoda, że się nie zmobilizowałem. Niestety świadomość, że następny zawodnik jest dużo ponad godzinę za mną nie mobilizował.

A potem już tylko meta, szampan, gratulacje.

Aktualnie mam oględnie mówiąc niechęć do biegania, więc zacząłem jeździć na rowerze.

Bieganie na setkę na razie mnie nie interesuje. Może za rok…”

drukuj    wyślij link